wtorek, 16 grudnia 2014

Wyrwane kartki z kalendarza

Zdjęcie własne
Ostatnimi czasy na blogu Gosi pojawił się ten oto wpis. Kiedy go przeczytałam, byłam jednocześnie wzruszona i zainspirowana. Pięknych wspomnień, nie jest w stanie oddać nic, a podzielenie się z nimi było dla mnie wspaniałym prezentem-niespodzianką. Skłonił mnie on również do wielu przemyśleń i wygrzebania z czeluści pamięci kilku własnych wspomnień. W końcu zbliżają się święta, czas obdarowywania się wzajemnie prezentami :) Niech więc moim prezentem dla was będzie ten mini-zbiór szczęśliwych historii.


Pierwsze jest stare, mogłam mieć tu góra 6 lat. Jedziemy samochodem przez las. Jest duszno i gorąco, wszystkie okna są pootwierane. Obok mnie siedzi siostra, z przodu mama z tatą. Dorośli rozmawiają, a ja wystawiam głowę za okno; wolę podziwiać górskie krajobrazy niż słuchać ich gadulstwa. Jedziemy w odwiedziny do cioci, bo przyjechało moje kuzynostwo z zagranicy, a wiadomo że rodzinę trzeba odwiedzić, szczególnie jak nie ma się okazji do częstych spotkań.

Nieco później wszyscy siedzimy w pełnym słońcu na ogródku u cioci. Ludzi jest pełno, pewnie zjechali się wszyscy "krewni i znajomi królika". Ja klęczę obok mojej kuzynki na asfalcie przed domem i z pomocą kolorowej kredy mapę jakiegoś tajemniczego miejsca. Narysowałyśmy już drzewo, z domkiem schowanym miedzy jego konarami, samochód, rzekę i góry. Rodzice coś do nas krzyczą, że pozdzieramy kolana, ale kogo by obchodziły takie drobnostki?

 *

Inne lato, roku 2001. Razem z siostrą jedziemy w góry, do małego schroniska. Mamy przez 2 tygodnie być zdane tylko na siebie. W większości niestety leje, ale miejsce i tak jest urokliwe. Najbardziej podoba mi się stara, wykańczana drewnem świetlica z dużym kominkiem w rogu. Pachnie w niej grzybami i suszonymi grzybami, bo wszyscy suszą swoje zdobycze z lasów na hakach pod sufitem. Deszcz mi nie przeszkadza, bo poznaję na tych wakacjach O., moją najstarszą stażem przyjaciółkę. Całymi dniami siedzimy i gramy w Farmera, albo Starki i Okręty. Wieczorami jej tato gra na gitarze w świetlicy.

Na ośrodku mieszka duży, rudy kot, które obie z O. często gonimy. Udaje nam się go złapać dwa razy, do dwóch pamiątkowych zdjęć. 

*

Listopad, jakoś w trakcie trwania podstawówki. Ni z tego, ni z owego przychodzi do mnie w trakcie zajęć mama. Zwalnia mnie z lekcji, konspiracyjnie mrugając do wychowawczyni. Nie mam pojęcia co się dzieje, ale przeczuwam niespodziankę. Mam rację - jedziemy w góry, do Zakopanego. Nigdy tam nie byłam, więc się denerwuję.

Podróż nie jest taka straszna, chociaż trwa wiele godzin. Ja wspominam ją przyjemnie (wiele McDonaldów po drodze), moi rodzice pewnie mniej. Na miejscu czeka mnie niespodzianka w postaci prawie półmetrowego śniegu.

To był wspaniały wyjazd, który nauczył mnie, że po hasaniu na śniegu najlepsza jest gorąca czekolada, a narty nie są stworzone dla mnie. No i w sklepach można było wtedy dostać Milky Way Stars.

*

Kolejne lato, tym razem to między podstawówką a gimnazjum. Po raz pierwszy jadę nad polskie morze. Nie wiem czego mam się spodziewać, ale tato uzbroił mnie po raz pierwszy w "dorosły zestaw książek" (który zawierał moją pierwszą książkę Kinga), więc jestem gotowa.

Dużo zwiedzamy, dużo leżymy na plaży i odwiedzamy wiele kiermaszów książek, gdzie za sztukę płacimy po 5 zł. Wracam bogatsza o wiele ugryzień komarów i jeszcze więcej książek. Na kiermaszu zaczynam moje pierwsze wspomnienia z mangą.

*

Okres gimnazjum to okres pierwszych wielkich zmian - uczę się, jak działa Internet i znajduję swoje pierwsze miejsca w sieci. Po raz pierwszy od 2001 (po 6 latach) odnawiam znajomość z O. i mamy możliwość kontaktu inaczej, niż listownie. Moje zdziwienie, że po 6 latach obie interesujemy się Japonią i japońską muzyką jest ogromne. Spędzamy razem przerwę świąteczną, a później wakacje. Przeznaczenie!

*

Koniec gimnazjum - poznaję wyjątkową osobę. Wyjątkową z kilku względów. Jest nam wyjątkowo dobrze ze sobą, nie oceniamy się wzajemnie. Takie znajomości pojawiają się nagle i uderzają jak piorun. Przez to jedno, jedyne lato, jesteśmy oboje szczęśliwi.

*

Liceum to jeden wielki chaos. Poznaję jednak M., L., K. i kilka innych osób, których istnienie ma nadal sens. Nie są to spektakularne spotkania, z fajerwerkami i wybuchami, ale trwają do dziś i to w nich cenię.


*

Chwilowo nie potrafię powiedzieć za wiele o wspomnieniach z czasów studiów. Jestem w ich trakcie, ten etap wciąż trwa i te wspomnienia wciąż się zmieniają. Mam nadzieję, że wiele z nich się zapisze w moim serduchu w pozytywny sposób ;)
Odkryłam jednak, że myliłam się, gdy myślałam, że ciężko będzie mi znaleźć odpowiednią ilość dobrych wspomnień. 

Mam nadzieję, że sami poszukacie swoich dobrych wspomnień, bo warto je pielęgnować :)

12 komentarzy:

  1. Piękne wspomnienia i tylu wspaniałych ludzi się w nich pojawia :) Jednak chyba to właśnie najbardziej zapada nam w pamięć, bliskość tych, których kochamy. W takich chwilach chciałoby się zatrzymać czas.
    Dzięki za podjęcie wyzwania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) A ja całe życie twierdziłam, że wakacje są nudne!

      Usuń
  2. Inspirujący wpis :) brzmi może banalnie, ale naprawdę, zainspirowałaś mnie do podobnego na moim blogu. To niby takie proste, ale, tak jak pisała Gosia, w dzisiejszym świecie ludzie żyją "teraz" i zapominają o pielęgnacji wspomnień. Chociaż mi się to rzadko zdarza, bo codziennie przed snem sobie do nich wracam. Niemniej pomysł na wpis fajny, pełen ciepła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo często zatapiam się we wspomnieniach. Często zostają mi w pamięci....zapachy. Przez kilka lat się o nich zapomina, ale gdy potem poczuje się je znowu - wspomnienia wracają. Jeszcze częściej od zapachów zapamiętuje emocje, które kojarzą się z konkretnymi wydarzeniami (albo wyjazdami;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pamięci do zapachów samych w sobie, za to jeśli poczuję coś znajomego potrafię sobie przypomnieć wydarzenia, o których dawno nie myślałam :)

      Usuń
  4. Heh, teraz i ja wspominam sobie swoje gimnazjum. W najbliższe dni odezwę się do jednego znajomego z tamtych czasów. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uroczy wpis. Poprawił mi nastrój, bo przypomniało mi się jak mama odebrała mnie kiedyś wcześniej z przedszkola. Nic poza ogromną radością i pozytywnym zaskoczeniem nie pamiętam, ale jakoś to wyjątkowo utkwiło mi w pamięci. Osobiście boję się wspominać, bo bardzo często okazuje się, że nie pamiętam ogromnych okresów czasu. Niektóre to czarne dziury. Czasem mnie to martwi, ale wiem, że moja głowa próbuje mnie chronić przed pewnymi bardzo złymi wspomnieniami - szkoda tylko, że przy tym wymazując też te dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niewiele pamiętam z okresu liceum, bo był to bardzo nieprzyjemny okres. Ale w sumie nie próbuję sobie przypomnieć.

      Usuń
  6. Ah przypomniały mi się czasy gimnazjum, nie było może to tak dawno, ale wydaje się jakby minęły wieki.
    Naprawdę świetny wpis, skłania do refleksji, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrych wspomnień nigdy za wiele :) Twoje są takie... pachnące. Gdy je czytam od razu wywołują delikatny uśmiech na twarzy i czuję ten zapach lata, grzybów suszących się w schronisku i morza. Przyjemne doznania. Oby zawsze byli przy Tobie ludzie, z którymi spędzisz jeszcze piękniejsze chwile :)

    OdpowiedzUsuń