Powróciłam już do Poznania, do studiów zostało niewiele i uzbrojona w pokłady cierpliwości i energii zaczynam kolejny rok! :)
Dziś postanowiłam napisać, jak przygotować się do studiów, szczególnie w innym mieście.
Jak wszyscy wiedzą, nie jest to łatwa sprawa. O ile nie jest to miasto obok którego mieszkacie, bądź często je odwiedzacie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że niewiele będziecie o nim wiedzieć. Warto się w pewnych rzeczach zorientować, zanim już przeprowadzicie się tam na stałe (bądź tylko na czas studiów).
Pierwsza rzecz - mieszkania:
Warto rozejrzeć się za mieszkaniem już w okolicach lipca. Nie odkładajcie tego na potem, przekonani, że jeszcze coś się znajdzie. Pamiętajcie, że im później, tym więcej pieniędzy płaci się za dobre oferty i tym trudniej o mieszkania w centrum. Jeśli lubicie mieszkać w pewnej odległości od aglomeracji miejskich, to nie zmartwi was pewnie lokacja, ale pamiętajcie o finansach i dojazdach! Wiadomo, że miło jest mieszkać w miejscu cichym i spokojnym, ale jeśli godzinę nam zajmuje dojechanie na uczelnie, to warto to przemyśleć.
Zwracajcie uwagę na wysokość opłat, dojazd, obecność internetu (w dzisiejszych czasach większość spraw na uczelni załatwia się drogą mailową bądź przez USOS), jakie sklepy są w okolicy, odległość od centrum, możliwe remonty w okolicach (młoty pneumatyczne od 7 rano, to żadna przyjemność), opinię, jaką ma dana dzielnica (żebyś się nie bał(a) wracać po nocy do domu).
Druga rzecz - dojazdy:
Zanim wyjedziesz do innego miasta, zorientuj się, jakie środki miejskiego transportu w nim się znajdują, jakie ulgi możesz dostać jako student i ile musisz czekać na wyrobienie karty miejskiej, biletu miesięcznego, czy to, czym akurat dysponuje dane miasto. W większości miast Elektroniczna Legitymacja Studencka (ELS) może być traktowana jako bilet miesięczny, oczywiście po tym jak taki bilet wykupisz. Zorientuj się też, jaki masz dojazd na uczelnię, do centrum, jak kursują autobusy czy tramwaje nocne. Może nie będziesz tego potrzebować, ale lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć.
Zdecydowanie warte zainstalowania na smartfonie są aplikacje Jak Dojadę oraz mobileMPK. Ta pierwsza umożliwia nam znalezienie dojazdu pod wybrany adres, druga natomiast pozwala sprawdzić rozkład danego autobusu/tramwaju na danym przystanku.
Trzecia rzecz - zakupy:
Jeśli chcesz przeżyć w innym mieście, to nie ważne ile mrożonek i słoiczków ze sobą przywieziesz, będziesz potrzebować jedzenia. Najłatwiejszym (i najtańszym) sposobem jest wyprawa do supermarketu. Kupując żywność i samemu przyrządzając posiłki zaoszczędzisz znaczne sumy. Bo wiadomo, jedzenie w restauracjach czy nawet barach studenckich kosztuje. Warto więc zwrócić uwagę jakie sklepy są w okolicach Twojego przyszłego miejsca zamieszkania. Polecane są Biedronki, Kauflandy i Lidle, które należą do jednych z tańszych supermarketów. Mniej Tesco czy Carefour, ale wciąż ich ceny nie są horrendalnie wysokie. Jak ognia unikamy za to Almy i Piotra i Pawła, w których ceny różnią się niekiedy o kilka złotych.
Jeśli uważacie, że to przesada i co za różnica, czy zapłacicie za herbatę 4 zł czy 6 zł, to poczekajcie do połowy pierwszego miesiąca, gdy ilość pieniędzy na koncie gwałtownie stopnieje, a ilość jedzenia w lodówce wcale się magicznie nie zmniejszy. Warto oszczędzić każdą złotówkę, którą można, żeby mieć chociażby na wypad na miasto z przyjaciółmi, bądź herbatę z automatu w chłodny dzień na uczelni.
Nie zapominajcie, że utrzymanie się w mieszkaniu to nie tylko jedzenie, ale również chemia. Wszystkie papiery toaletowe, chusteczki higieniczne, płyny do mycia, szampony, mydła, płyny do zmywania i inne przedmioty, które przydają się w utrzymaniu porządku i czystości (zarówno siebie i mieszkania) nie pojawiają się magicznie i trzeba je kupić. A to kosztuje. Niestety całkiem sporo.
Część czwarta - zawieranie nowych znajomości:
O ile nie zaplanowaliście sobie wyjazdu na drugi koniec kraju z przyjaciółką, to prawdopodobnie nie będziecie mieli za wielu znajomych w swoim nowym miejscu zamieszkania. Warto dlatego zakolegować się z dwoma podstawowymi grupami ludzi: współlokatorami oraz studentami z waszej grupy/kierunku. Oczywiście nikt nie broni wam wyjść poza te granice. Grupa pierwsza jest ważna, bo dobrze wiedzieć z kim się mieszka, żeby później móc chociażby pożyczyć cukier, jeśli wasz się skończy, a na dworze jest +2 i nie macie ochoty jechać do sklepu/kasa wam się skończyła i przez 3 ostatnie dni miesiąca musicie żyć o zapasach. Grupa druga jest ważna, żeby mieć od kogo wziąć notatki w razie choroby (albo chociaż zapytać się co się działo na zajęciach) lub wspólnie ponarzekać na wykładowcę/ilość pracy domowej/ciężkie życie studenta/brak pieniędzy na alkohol. No i dobrze jest mieć z kim na piwo wyskoczyć.
Pamiętajcie, nie ma presji, że koniecznie musicie na studiach znaleźć miłość życia/przyjaciela na zawsze. Macie po prostu mieć z kim pogadać i do kogo zadzwonić, jak macie chandrę i potrzebujecie wyjść na piwo/do kina/na pizzę. Bez presji na tworzenie przyjaźni, ale też bez alienowania się od wszystkich.
Część piąta i ostatnia - cierpliwość:
Na studiach bywa tak, że pan w sekretariacie mówi jedno, a pani w dziekanacie drugie. Robi się wtedy galimatias i biednego studenta zaczyna ogarniać panika i nie wie co robić. Nie ma planu, USOS to w pierwszych miesiącach jakaś dziwna gmatwanina zakładek o tajemnych nazwach, a co z fakultetami, jak to rozliczać, ojej. W takich sytuacjach najlepiej wziąć głęboki oddech i dać sobie trochę luzu. Jakby nie było, wszystko w swoim czasie się wyjaśni i plan dotrze na pewno przed początkiem zajęć. Informacje zawsze można znaleźć na stronie uczelni, albo forach uczelni albo forach na facebooku. Zawsze można też zadzwonić. W sekretariacie i dziekanacie warto być uprzejmym, uśmiechać się i grać pokornego studenta, który wzbudza współczucie i chęć poratowania go. Naprawdę wiele potrafi zdziałać "Dziękuję, miłego dnia".
Studia to niestety wstęp do dorosłości, więc nikt wam nie poda niczego na tacy, będziecie musieli sami sobie znaleźć pewne informacje, sami przejść się do dziekanatu i załatwić kilka spraw. Na studiach nie ma pani wychowawczyni, która za wami biega i przypomina o pieniążkach na ubezpieczenie, na wycieczkę, na kartę biblioteczną. Jeśli chcecie coś załatwić, to musicie to załatwić sami. I będzie to wymagało od was pokładów cierpliwości i planowania.
Mam nadzieję, że przydała wam się ta garść porad, nie bójcie się pisać w komentarzach, bądź na asku, jeśli macie jakieś pytania dotyczące studiów :) Ja wracam do rozkoszowania się resztkami wolnego czasu, jaki mi zostały i czekam cierpliwie na mój własny plan zajęć, który z niewyjaśnionych przyczyn jeszcze nie powstał ;) Ach, te studia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz