wtorek, 14 października 2014

Nie lubię polskich filmów

Jako studentka filmoznawstwa filmów oglądam wiele. Nie mam swojego ulubionego gatunku filmowego, uważam że coś musi być dobrze nakręcone i do mnie przemówić. Głównie skupiam się na produkcjach jednak zagranicznych. 



Do naszych rodzimych produkcji zraziłam się jakiś czas temu. Nie przemawiają do mnie ani głupawe komedyjki, ani kolejne cukierkowe romanse. Dramatów wojennych naoglądałam się aż nadto, poza tym ile można wałkować ten sam temat? Co jakiś czas, wiedziona nadzieją, że coś zmieniło się na lepsze, sięgam jednak po jakąś produkcję polską. 

To nie tak, że ja nie wierzę w to, że Polacy mogą zrobić dobry film. Wielokrotnie słysząc temat filmu i widząc obsadę jestem prawie że skłonna wydać te 20 zł na bilet do kina. Niestety do kina chodzę rzadko, więc wybieram raczej produkcje, których jestem pewna. 

Ostatnią polską produkcją, na którą chciałam się wybrać do kina, były bodajże Oszukane. Fabuła zapowiadała się ciekawie - nie był to żaden kontrowersyjny temat, a przynajmniej nie tak bardzo jak np. queer. Obsada - w większości dobrzy polscy aktorzy, kilkoro młodych - też mnie zachęciła. Niestety w mojej małej mieścinie tego nie grali, a może byłam wtedy na wyjeździe i w ogóle chciałam zobaczyć film z siostrą, więc odpuściłam w imię zasady "obejrzymy razem, kiedyś". Film obejrzałam w końcu jakiś rok temu z moją współlokatorką. Obie do dziś żałujemy tego seansu. Spodziewałam się przeciętnej produkcji, lekko podsyconej dramatem, ale bez rewelacji. Dostałam niestety produkcję, która bardzo swoim dramatyzmem przypominała tvn-owskie Trudne Sprawy. Byłam bardzo zawiedziona, tym bardziej, że film zapowiadał się dobrze. Spodziewałam się średniego 6, a tu wyszło bardzo naciągane 4. 

Kolejnym filmem, który o zgrozo polecało mi większość osób z roku, były Płynące Wieżowce. Tu też obiecywane były złote góry. Miała być porywająca historia o miłości, nieco prowokacyjna, bo między dwoma mężczyznami. Wyszedł niestety odpychający obraz, w którym strasznie uprzedmiotowiono ludzkie ciało, sprowadzając całą miłość do seksu. Prowokacyjnie było, ale niestety nie w tym kierunku, co potrzeba. Gdyby produkcja skupiała się faktycznie na miłości, takiej prawdziwej, głębokiej, a nie próbowała szokować, pokazując seks na każdym kroku, to może produkcja by się obroniła. Film dostał u mnie marne 3 (które byłoby pewnie 2-ką, gdyby nie dość ciekawi młodzi aktorzy). 

W tym momencie jestem tuż po obejrzeniu Dżej Dżeja, który miał być polskim odpowiednikiem na Oną. Jeśli planowaliście to obejrzeć, to nie polecam. Nie wierzę, że można tak bardzo popsuć film. Oceniłam go na 1, a i to jest ocena zawyżona.
Po tych dwóch produkcjach na dłuższy czas zraziłam się do kina polskiego (co jest problemem, kiedy musisz obejrzeć ponad 50 filmów z tej kategorii, bo egzamin wymaga). Ostatnimi czasy staram się to przełamywać. Sięgam powoli do starych polskich produkcji i w gruncie rzeczy nie narzekam. Stare kino mnie wprawdzie nie kręci, marny byłby ze mnie historyk filmu, ale są to produkcje na znacznie większym poziomie, niż te kręcone obecnie.

Ostatnimi czasy głośno jest o filmie Bogowie. Jeśli uda mi się znaleźć fundusze (studenckie życie boli) to zdecydowanie udam się na tę produkcję. Podobno jest dobra i ratuje współczesne kino polskie. Przynajmniej mam taką nadzieję.


A jakie jest wasze podejście do kina polskiego? Lubicie je, czy raczej wolicie produkcje zagraniczne? :)

2 komentarze:

  1. Wolicie dobre filmy :D na przykład o jedzeniu ;)

    "Bogowie" rzeczywiście ratują polskie kino, ale poza tym to, co widzę na plakatach wcale mnie nie zachęca i nie przekonuje. Jeśli chodzi o polskie filmy, to wolę stare czarno-białe komedie powojenne. Wtedy przynajmniej ludzie, którzy robili filmy wiedzieli "jak się to robi" :)

    Sol

    OdpowiedzUsuń