poniedziałek, 20 października 2014
Listy do jesieni, numer 1
Droga Jesieni,
przyszłaś, a ja nawet nie zauważyłam kiedy. Dni zaczęły się stawać coraz krótsze i słońce coraz rzadziej grzeje. Coraz częściej szum deszczu kołysze mnie do snu. Za niedługo będzie trzeba uważać na kałuże w drodze na przystanek.
Wyciągnęłam już z szafy koc. Jeden z tych grubych, ciężkich i ciepłych, które najlepiej chronią przed zimnem. Wieczorami siedzę pod nim z kubkiem gorącej herbaty i marznę. To Twoja zasługa Jesieni, to Ty przyniosłaś ze sobą chłód i deszcz i wieczory z herbatą.
Przyniosłaś też ze sobą kolorowe liście, które zaścielają chodniki (kiedy zdążyły opaść z drzew) i prażone kasztany, które sprzedają po drodze na moją uczelnię (pachną mocno i wyraziście).
W tym roku byłaś łaskawa i zamiast przynieść ze sobą melancholię, dałaś mi chęć do działania. Więc wykorzystuję ją, nieraz krzycząc z frustracji, bo czas mija, ja jestem do tyłu ze wszystkim, a palce wręcz palą, wyrywają się do pisania. Nikt nie powiedział, że pisanie będzie kiedykolwiek tak ciężkie.
Jak to jest być Tobą, Jesieni? I dlaczego tak szybko odchodzisz?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz