W latach '90, kiedy byłam małym dzieckiem i wciąż jeszcze mieszkałam w małym mieście, ludzie wytatuowani wydawali mi się czymś odległym, ale również niezwykle fascynującym. Pomysł, żeby potraktować swoje ciało, jako czyste płótno i umieścić na nim jakieś dzieło sztuki bardzo mi się podobał, dlatego nieustannie, odkąd skończyłam 13 lat, jęczałam mojej mamie o tatuaż. Ku jej przerażeniu niestety.
W małych miejscowościach ludzie, którzy posiadają tatuaże, piercing i w jakikolwiek inny sposób się wyróżniają, nie mają łatwego życia. Nie wiem czym jest to spowodowane. W końcu te same osoby, gdy wyjeżdżają do większego miasta, w większości pozbywają się nietolerancji. Ta sama odmienność, która w wielkim mieście jest czymś wyjątkowym, pożądanym, pozwalającym wyróżnić się z tłumu, w mniejszych miastach i na wsiach jest tłumiona.
W pewnym sensie - rozumiem obiekcje mojej mamy, przed tatuażami. Zapewne jej rodzicielska opiekuńczość chciała mi trochę ułatwić życie i wolała nie pozwalać mi na tak radykalne kroki jak oznaczanie swojego ciała. Tatuaże w końcu zostają na całe życie.
Jej wysiłki spełzły na niczym (stety bądź niestety). W tym roku, na moje 20 urodziny, zrobiłam sobie dwa tatuaże. Nie są one jakoś szczególnie duże. Znaczą dla mnie bardzo wiele, są pamiątkami, symbolami. Nie żałuję zrobienia ich, może kiedyś będę, ale na razie jestem z nich dumna. Faktem jednak jest, że w momencie, gdy zrobiłam pierwszy tatuaż zaczęłam je zauważać u innych. Zupełnie, jakbym stała się częścią zupełnie innego świata.
Nie spotkałam się z gorszym traktowaniem z tego powodu. Tak naprawdę, to nikt nie zwrócił jakiejś większej uwagi na moje tatuaże. Kilka osób powiedziało "O! Fajnie!" i... to by było na tyle. Nikt z rodziny mnie nie wyklną, nikt na ulicy mnie nie zwyzywał. Nawet moja babcia nieszczególnie zwróciła na to uwagę.
Powód jest jeden: nikogo już tatuaże nie dziwią. Kiedyś były one w Polsce oznaką buntu, sprzeciwiania się społecznym oczekiwaniom. Początkowo kobiety posiadające tatuaże uważane były wręcz za brzydkie. Teraz przyznaję, że wiele osób to fascynuje. Tatuaż przestał być tylko obrazkiem, zaczął być symbolem.
A przecież w plemionach obu Ameryk ludzie się tatuowali od dawna. Odpowiednie znaki na ciele miały im dodać jakiś konkretnych cech, uczynić dobrymi łowczymi, wojownikami etc. Tatuaże znane były już w starożytności, więc dlaczego wielu ludzi je odrzuca?
Oczywiście z biegiem lat jest coraz więcej metod wykonywania tatuażu. Pojawiają się tusze kolorowe, białe, fluorescencyjne. Szczerze podobają mi się białe tusze, ale chwilowo pozostaję przy czarnym tuszu. Na pewno nie zdecyduję się na kolor, bo nie uważam żeby do mnie pasował. Może kiedyś, w dalekiej przyszłości.
Przy okazji, wiecie, że z dzisiejszymi metodami można użyć czyiś prochów w tatuażu? Autentycznie, możesz mieć wytatuowane np. imię zmarłego za pomocą jego prochów. A ludzie biadolą na zwykły tatuaż. Ha! Jak dziwaczne musi to być?
A co wy sądzicie o tatuażach? Macie jakieś, wolicie takie, które coś znaczą, czy chcielibyście po prostu coś, co wam się spodoba? A może jesteście przeciwnikami tatuaży?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz