Ludzie myślą, że jak masz 20 lat, to wszystko już sobie mniej-więcej poukładałaś w głowie. Że jest plan na przyszłość, wiesz co chcesz robić, co chcesz osiągnąć. Że w końcu kiedyś się z kimś zwiążesz, zaplanujesz rodzinę, ukończysz studia, zaczniesz pracę. Społeczeństwo mówi ci, że jesteś w końcu młodą kobietą, już czas myśleć o TYCH sprawach, zegar biologiczny też zaczyna tykać, przypominając o sobie co jakiś czas (jeszcze nie jest szczególnie głośny, dopiero za kilka lat będzie udawał gong).
A ja mam wrażenie, że do tego nie pasuję. Nie chcę jeszcze wchodzić w dorosłość, mam wrażenie, że nadal oczekuję wiecznej młodości i braku odpowiedzialności. Życie wymusza na mnie poważne zachowania, wszyscy mi mówią, co jest ode mnie oczekiwane.
Więc utrzymuję dobre kontakty z rodziną, milczę w pewnych kwestiach. Jestem miła dla ludzi, którzy są dla mnie mili. Rozmawiam z ludźmi, czasami nawet sama do nich zagadam. Na uczelni utrzymuję dobre stopnie, w domu porządek. Przyjeżdżam regularnie, korzystając z uroków naszego rodzimego PKP. Szukam ubrań, które są dla osób młodych, a jednocześnie wyglądają uniwersalnie i mają pewną powagę w sobie.
A jednak wciąż nie potrafię się przyzwyczaić. Są dni, gdy od rozmowy z ludźmi wolę spędzić czas od rana do wieczora czytając, oglądając w seriale lub chociażby grając w grę. Coraz częściej przeszkadza mi włączony facebook, lub chociażby telefon w pobliżu. Ciągle noszę ubrania, które wyglądają moim zdaniem zbyt młodzieżowo i nie potrafię powiedzieć nie paczce czipsów. Czekam aż plan na przyszłość sam się wykroi i zrealizuje, marzę sobie o przyjemnym życiu bez zobowiązań i miłym zabezpieczeniu finansowym, które pozwoli mi siedzieć na 4 literach i nic nie robić.
Później jednak Rzeczywistość powraca, dobijając się drzwiami i oknami. Krytycznym wzrokiem spojrzy na skarpetki w biedronki, pokręci głową i zawoła o łaski jakiegoś Boga Mody Klasycznej. Następnie popchnie w kierunku biurka, utworzy miłe miejsce pracy, poklepie po główce i powie "pisz, bo samo się nie napisze". A szkoda, mogłoby.
Plan na nowy rok jest. Powinnam chyba zacząć się pakować, bo już mam plan przyjazdu, muszę tylko umówić się na odbiór kluczy. Tęsknię za ludźmi, nie mogę się doczekać, kiedy ich zobaczę, a jednocześnie boję się tego roku. Bo może z nim przyjść wiele nieoczekiwanych rzeczy, dobrych i złych.
A na razie rozkoszuję się ostatnim weekendem tych wakacji. Część mnie nie chce żeby się one skończyły.
Skarpetki w biedronki są w porządku :)
OdpowiedzUsuńSol