![]() |
| Źródło: tumblr.com |
Lubię sobie obiecywać, że wezmę się sumiennie do pracy, będę regularnie pisać, do tego jeszcze znajdę czas na milion aktywności. Fakt jest jednak jeden - jestem cholernie niekonsekwentna. Zawsze próbuję ogarnąć tysiąc rzeczy na raz i zazwyczaj to wcale nie skutkuje.
Doszłam za to do jednego wniosku - wiosna wcale nie jest takim pozytywnym okresem, jak nam się wszystkim wydaje (i jak nam próbuje wmówić społeczeństwo).
Moja wiosna zaczęła się pozytywnie, od dobrych wieści, które przyniosły ze sobą zastrzyk energii. Od razu postanowiłam go spożytkować, zmotywować się do niewielkich ilości ćwiczeń (żeby stworzyć jakiekolwiek mięśnie), nadrobić zaległości w serialach, książkach i w ogóle ogarnąć wszystko! Energii miałam za trzech, problem jest tylko jeden: ta nadprogramowa energia trwała może dwa dni. Później zaczęły się kłopoty z kategorii "doba ma tylko 24 godzin".
Wprawdzie zmieniłam kilka rzeczy i chyba na stałe. Ćwiczę i to regularnie. Są to wprawdzie tylko krótkie sesje po 10 minut, ale biorąc pod uwagę, że zazwyczaj nie podejmuję wysiłku fizycznego w ogóle, jest to dla mnie osiągnięcie. Wróciłam do regularnego czytania w autobusach, chociaż nie zawsze mi to wychodzi. Jestem sumienna na uczelni jak nigdy wcześniej (co jest prawdopodobnie zasługą przedmiotów). Do tego regularnie rysuję na tablecie.
Doba jednak wciąż nie ma 48h (chociaż 36 mogła by mieć...). Poza tym wiele rzeczy zależy od innych osób. Może wiosna to czas zmian, ale też towarzyskich? Zwłaszcza kiedy zauważamy potencjał niektórych osób. Może nawet zdobędę się na odwagę i kilka kolejnych owieczek dołączy do mojego grona znajomych? Z drugiej strony zauważam, że nie wszystkie przyjaźnie, które mam teraz są odpowiednie. Niektóre bardziej ranią, niż podtrzymują na duchu i teraz tylko pozostaje pytanie, czy warto o nie walczyć?
A co do walki, to walczył kiedyś ktoś z was z polską biurokracją i wygrał? Bo ja mam wrażenie, że mnie zakopało w papierzyskach i urzędach, gdzieś przy trzeciej rundce po te same zaświadczenia.
Trzymajcie się moje robaczki, postaram się być sumienna, ale sami wiecie jak to się ma do magii zwanej "życiem". :)

Gratuluję regularnych ćwiczeń! Podobno jak się coś robi regularnie przez co najmniej 3 tygodnie to wykształca się nawyk! Ja póki co też ćwiczę, chociaż niestety rzadziej niż na początku roku.
OdpowiedzUsuńAha, no i z biurokracją nie wygrasz. Niestety :/
Powoli zwiększam tempo ćwiczeń i w sumie coraz bardziej mi się to podoba, szczególnie efekty! No i fakt, że na początku po 10 minutach byłam trupem, a teraz po 20 się trzymam! :D
UsuńBiurokracja jest straszliwa!
Tak się zastanawiam nad " Niektóre bardziej ranią, niż podtrzymują na duchu i teraz tylko pozostaje pytanie, czy warto o nie walczyć? " Aktualnie jestem w bardzo podobnym położeniu, od pewnego czasu nie nadążam za zmianami mojej przyjaciółki i bardziej mnie to wszystko dołuję niż jakoś buduję..
OdpowiedzUsuńStaram się zrozumieć ludzi wokół mnie i nie oceniać ich, bo znam ich problemy, ale jednocześnie... nie potrafię zrozumieć, dlaczego ktoś przez swoje problemy traktuje mnie gorzej, jakbym ja nie miała uczuć. To smutne sytuacje. Życzę Ci, żeby Twoja sytuacja ułożyła się jak najlepiej :)
Usuń