czwartek, 6 listopada 2014

Dla kogo wyglądasz?


Wszyscy widzimy, jaki model wyglądu i stylu życia zachwalają nam media. Człowiek współczesny ma być szczupły, wysportowany (sama chudość nie jest zaletą, teraz trzeba być fit) oraz prowadzić aktywny tryb życia.
A co zrobić, jeśli taki tryb życia nam nie odpowiada? Przecież wszyscy chcemy wieść udane życia i być uważani za osoby atrakcyjne. Nawet, jeśli nie jest to naszym priorytetem, to zawsze poprawia to naszą samoocenę i komfort życia.


Nie każdy jest jednak w stanie osiągnąć wymarzoną (czy też: promowaną przez media) sylwetkę - czasami są to po prostu ukierunkowania genetyczne, czasami nie potrafimy zrezygnować z pewnych rzeczy w naszej diecie, a czasami przyczyną jest choroba. Niezależnie jednak od powodu sprawia to, że czujemy się źle ze sobą. 

Ważne dlatego jest odpowiedzenie sobie na pytanie - dla kogo chcesz wyglądać dobrze i co dla CIEBIE znaczy "dobrze wyglądać"? Mimo tego, że chudość jest wręcz pożądana w dzisiejszym świecie, nie sądzę żeby wszyscy chcieli wyglądać jak patyki. Chcesz chudnąć - w porządku - ale chudnij z głową; postaw na trening i dobrze zbilansowaną dietę. Głodzenie się i jedzenie liścia sałaty z wodą mineralną (ktoś to nazywa w ogóle posiłkiem?) jest niezdrowe i zniszczy Ci organizm. Z drugiej strony - jeśli nie chcesz chudnąć, to też dobrze! Nikt nie ma prawa narzucić Ci tego, jaki masz być. To Ty wybierasz!


Sama nadal walczę z problemem akceptacji samej siebie. Z jednej strony - pociąga mnie wręcz chorobliwa chudość, z drugiej - mam bardzo kobiecą sylwetkę i kształty i nawet w czasach, gdy byłam chuda, miałam trochę "ciałka". Nie jestem w stanie pokonać tego, jak wyglądam. A może w sumie nie staram się wystarczająco, bo nie chcę poddać się życiu fit. Mój projekt biegania umarł śmiercią naturalną (razem z moimi płucami). Staram się wprawdzie rozciągać, robić jakieś brzuszki, jogę, ale nie są to ćwiczenia cardio i nie dają one widocznych efektów. 

Dodatkowo - kocham jeść. Nie mówię o obżarstwie niekontrolowanym, ale niektórych rzeczy po prostu nie jestem w stanie wyrzucić z mojego prywatnego menu. Bez nich czuję się nieszczęśliwa, a przecież nie o to w życiu chodzi, żeby wymarzoną sylwetkę przypłacać łzami. (A może o to i tylko ja się z tym nie zgadzam?) 

Napis: Jestem na morskiej diecie, widzę jedzenie i je jem. (Po angielsku tworzy to swoistą grę słów, bo "see" (widzę) i "sea" (morze/morski) czyta się tak samo).
Ostatnio zauważyłam, że to nie waga sprawia, że kogoś uważa się za atrakcyjnego, a inne osoby nie. Dużo robi też pewność siebie. Jeśli czujesz się pewnie w swoim ciele, to mimo tych pięciu kilogramów za dużo, inni będą cię postrzegać inaczej. 
Zrobiłam eksperyment nawet w tym kierunku :) Moim (chyba największym) kompleksem jest odstający brzuch. Ilość ćwiczeń, jakimi go traktowałam przeraża mnie samą, niestety - bez skutków. Zazwyczaj bardzo niekomfortowo się czuję, odsłaniając go, albo będąc w ubraniach, które jakkolwiek go uwydatniają - ostatnio starałam się tym nie przejmować, skupić się na innych aspektach mojej sylwetki, takich, które lubię. Nie umiem powiedzieć, jak dobrze ta metoda działa - czy ludzie patrzą się na mnie oceniająco, czy nie - bo po prostu przestałam na to zwracać uwagę. Owszem zdarzają mi się momenty słabości i załamania, ale staram się z nimi walczyć. Samoakceptacja jest trudna i wiem, że dopiero po dłuuuuższym czasie uda mi się ją osiągnąć. 

Dużą pomocą stali się moi przyjaciele - osoby, którym ufam. Zawsze potrafią mnie podtrzymać na duchu i powiedzieć komplement, kiedy najmniej się go spodziewam. To bardzo pomaga, chociaż taki gest jest niewielki :) Dlatego też staram się im za to odwdzięczać i pamiętać, że nawet mały komplement potrafi poprawić humor.

A jak wam idzie samoakceptacja? Jesteście zadowoleni z tego, jak wyglądacie, czy raczej staracie się podążać za ideałem? :)

8 komentarzy:

  1. Akceptacja zdecydowanie jest lepszym kluczem do dobrego samopoczucia niż dążenie do ideału. Wiadomo, że czasem jest z nią lepiej a czasem gorzej, ale warto nad nią pracować. Po prostu dla szczęśliwszego życia :)
    Sporo mądrych przemyśleń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Ja też wolę się wytrenować w samoakceptacji (bo ona sprawia, że ludzie widzą nas inaczej) niż na drakońskich dietach osiągać "sylwetkę marzeń" (a może "sylwetkę mediów"?). Szczęśliwe życie jest dla mnie ważniejsze, niż wygląd :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Życie to sztuka wyboru. Nie można mieć wszystkiego, trzeba zdecydować - czy bardziej pragniemy jeść to, co lubimy, czy bardziej pragniemy mieć szczupłą sylwetkę. Niestety tylko nieliczni mają to szczęście, że maja jedno i drugie. Myślę, że każdy może mieć wymarzoną sylwetkę, tylko nie każdy jest gotów na wyrzeczenia, które się z tym wiążą, bo niestety nie ma nic za darmo.

    Pozdrawiam

    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że nie każdy chce rezygnować z rzeczy, które lubi, bo trzeba wyglądać tak, a nie inaczej. Grunt to mieć umiar i umieć jeść tak, żeby nie musieć rezygnować z niczego oraz tak, żeby być zadowolonym z własnej sylwetki :). To czy nasz wygląd odpowiada medialnym kanonom piękna to już inna sprawa.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jeśli ktoś nie chce rezygnować z tego, co lubi, to nie musi. Grunt, żeby czuł się ze sobą dobrze. Chodziło mi raczej o to, że wielu ludzi ma pretensje do całego świata, że nie mogą jednocześnie jeść do woli tego, co im smakuje, nie ćwiczyć i wyglądać jak z okładki "Shape'a". To tak jakbym powiedziała, że chcę być milionerką, ale nie chce mi się pracować.

      Usuń
    3. Zgadzam się, ale zajęło mi sporo czasu zaakceptowanie tego, że nie mogę mieć obu tych rzeczy. Grunt to żyć w zgodzie z samym sobą i szanować to jak żyją inni :)

      Usuń
  3. Kwestia wyglądu nie sięga tylko wagi i patrzenia na ciało przez jej pryzmat (tudzież ilości centymetrów tu i ówdzie). Najtrudniej zaakceptować elementy, które ciężko zmienić - kształt nosa, czy uszu. Albo chorobę, która trwa od lat. Na szczęście wszystko da się zaakceptować/wyleczyć! Z pewnością podkreślanie naszych atutów to dobra droga do pewności siebie.
    Poza tym - kobieta z uśmiechem na twarzy jest od razu tysiąc razy piękniejsza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samoakceptacja ogólnie jest trudnym zadaniem, ale wszystko da się zrobić metodą małych kroczków :)

      Usuń